9 lutego 2015

Powrót?

Witam po długiej przerwie! Pewnie nieliczne osoby, które kiedyś odwiedzały mojego bloga pomyślały, że zawiesiłam pisanie już na dobre. Przyznaję, że byłam podobnego zdania i sama siebie zaskoczyłam decyzją o przywróceniu go do życia. Przez jakiś czas zapomniałam nawet o jego istnieniu! Dziś przeglądając moje stare wpisy dochodzę do wniosku, że mam do niego sentyment.

Nigdy nie prowadziłam bloga z myślą o szerokiej grupie odbiorców. W zasadzie jest to coś, co powstało dla mnie z dopuszczeniem osób trzecich. Zawsze istniała mała chęć podzielenia się tym co buduje mój świat tęsknot, marzeń i inspiracji, ale na pierwszym miejscu jest to przechowalnia, do której zawszę mogę zajrzeć.
Jeśli ktoś tu trafi i uzna zawartość za coś interesującego czy wzbogacającego to dobrze. Jeśli ktoś tu trafi i uzna zawartość za nic nie wnoszący, bezużyteczny śmieć to też dobrze. Z takim założeniem będę sobie tutaj poczynać.

Tematyka pozostaje niezmienna. Będzie mniej chaotycznie i mam nadzieję, że systematycznie.
Do zobaczenia!

Macham do was! :)

4 lutego 2013

Ciekawostka

Sesja trwa, dlatego tak długo mnie nie było. Jednak nadal nie ma czasu na dłuższą notkę. "Wpadłam" na chwilę, bo chcę podzielić się z wami ciekawym znaleziskiem.
Dowód Marilyn wydany w 1954 - okres kiedy była żoną znanego wówczas baseballisty Joe DiMaggio.



 Kilka zdjęć z ich ślubu cywilnego:






14 stycznia 2013

Cynk dla fanek turbanów

    Dziś bardzo mile zostałam zaskoczona asortymentem sklepu "Six". Przyznaję, że wchodziłam tam bardzo rzadko, bo jak już coś mi się spodobało to mało dość wygórowaną cenę. Tym razem zostałam skuszona wielkimi plakatami informującymi mnie o przecenie. I tutaj cynk. Można tam znaleźć turbany! Od razu zaczęłam piać na ich widok. Początkowo nie byłam pewna czy znajdę okazję i odwagę by skomponować go w zestawie rodem z lat 50 - bo właśnie taki mam plan. I tutaj ukazała się moim oczom cena (15zł - przecenione) , która zadecydowała za mnie. Był kolor beżowy, ze złotą nitką, srebrną nitką i czarny - ja zdecydowałam się na złoty. Niestety nie znalazłam w internecie żadnego zdjęcia, dlatego postaram się zrobić jakieś na dniach i wam pokazać jak to dokładnie wygląda.
    Od dłuższego czasu dało się zaobserwować, że turbany przeżywają swój come back w świecie mody, ale jakoś nie miałam szczęścia żeby takowy znaleźć. Znalazłam kilka propozycji w internecie, ale nadal nie miałam pewności czy będę go nosić, czy cieszyć się samym posiadaniem - i tutaj cena mnie zniechęcała. Tak więc jestem bardzo zadowolona z zakupu i mam nadzieję, że jak najszybciej nadarzy się okazja, żeby go założyć :)

W takim razie może parę zdań o historii turbanów w Europie?

Pierwszy okres kiedy turbany były bardzo popularne to wiek XV. Powracająca fascynacja Zachodu turbanami związana była z wydarzeniami politycznymi, dziełami literackimi, a nawet układami handlowymi związanymi z Orientem. Nie będę się jednak zagłębiać w tym okresie, ponieważ na pewno bardziej was interesuje co się z nimi działo później. Na początku XX wieku w sztuce zaczęły dominować fascynacje motywami orientalnymi i klasycznymi nazwane stylem Art Deco i te nowe tendencje zaczęły przenikać także do świata mody. Paul Poiret, pierwszy modowy dyktator, twórca haute couture, wprowadził na salony sułtańskie turbany dla kobiet. Ozdabiał je egretami, piórami egzotycznych ptaków, a do ich produkcji używał najszlachetniejszych materiałów.  

 Projekty strojów autorstwa Paula Poireta

Rysunek kobiety w turbanie - Paul Poiret

 Lata 10 XX wieku był to ich początek, nowego, modowego życia, które miało swoje apogeum w latach 40, 50. Pojawiały się one również w latach 70, jednak nie były one już noszone na tak masową skalę jak poprzednio. W latach 20-50 kiedy kapelusz był podstawowym akcesorium kobiety przybierały one bardzo rozmaite formy, kolory, czasami kształty już nie do końca przypominające turban jednak nadal nim inspirowane.








Na stronie sklepu znalazłam też dwie czapki- turbany. Ciekawe fasony, a cena to niecałe 35 zł, więc będę polować na nie, żeby przymierzyć na żywo :)

Turbany z "Six'a":






2 stycznia 2013

Noworocznie

Złapałam małego świątecznego lenia, ale już publikuję wszystkie zaległości! Nie chcę się usprawiedliwiać, ale proszę o trochę wyrozumiałości, bo pisanie wcale nie przychodzi mi z taką łatwością jak myślałam. Ostatni czas kiedy cokolwiek pisałam dla innych to było chyba liceum i wypracowania z polskiego (wstyd się przyznać), dlatego muszę trochę rozgrzać głowę zanim na dobre się rozkręcę. 
Nie będę was zanudzać wszystkimi prezentami jakie dostałam, ale na pewno interesujące będą rzeczy w tematyce bloga ;). Powiem jedynie, że zarówno Święta jak i Sylwester zaliczam do udanych, co, mam nadzieję, że jest zapowiedzią udanego roku 2013 (jeju, jak dziwnie wygląda ta trzynastka!).
No dobra, zaczynajmy.

Książki są moim zdaniem jednym z najlepszych, świątecznych prezentów, byleby były trafione.
Co prawda jeszcze ich dogłębnie nie przeczytałam, ale po wstępnym przeglądzie wiem, że nie będę rozczarowana.

Pierwsza pozycja to "Dobre maniery w przedwojennej Polsce". Zainteresowała mnie ta książka od razu, kiedy zobaczyłam ją w nowościach empiku. Niestety wszystkie egzemplarze były zafoliowane (nigdy nie wiem czy można taką folię zdjąć, czy nie bo z różnymi reakcjami się spotkałam), a cena nie była też niska więc odłożyłam jej zakup na inny moment. I tak oto się stało, że książka wylądowała pod choinką i był to dobry wybór. Dla każdego kto interesuje się przedwojenną kulturą polską jest to książka obowiązkowa. Ciekawe zagadnienia, dotyczące manier w różnych miejscach, sytuacjach oraz w zależności od płci min. w stroju, za stołem, w kawiarnii, lokalu, na balu, co przstoi, a co nie kobiecie... i wiele innych. W moim domu utworzyła się już kolejka do czytania... :)


Druga książka nie do końca wiąże się z tematyką vintage, ale poniekąd można ją do tego podpiąć. Chyba nie wspominałam o tym jeszcze na blogu, ale od zawsze interesowałam się szyciem i marzyłam o tym, żeby móc uszyć sobie swoją wymarzoną sukienkę. Już kilka lat temu rodzice sprezentowali mi maszynę do szycia i co prawda nie idzie mi to do końca tak jak bym chciała, ale można powiedzieć, że szyję. Zawsze ogromny problem miałam z rodzajami materiałów, oraz ich odpowiednim przeznaczeniem, bo jak wiadomo, ze wszystkiego się ładnej sukienki uszyć nie da.
I tutaj na ratunek pospieszyła mi Marchewkowa i jej recenzja "Encyklopedii materiałów odzieżowych". Od razu wiedziałam, że MUSZĘ mieć tę książkę i faktycznie, teraz wiem, że ona będzie moją nową Biblią. Ponad 300 stron, każdy materiał jaki możne istnieć na ziemi i dokładne opisy, jak się on zachowuje, co można z tego uszyć, wady, zalety, skład, wszystko! Podejrzewam, że mało osób będzie podzielało moją ekscytację, ale ja naprawdę nie mogę uwierzyć w swoje szczęście, że taka książka jest :).



Jak już przeczytam od deski do deski, dam wam znać w dwóch zdaniach czy moje przypuszczenia się sprawdziły. Więcej prezentów nie będzie, bo i nie widzę sensu w pokazywaniu perfum, czy innych tego typu rzeczy.
Wrzucam jeszcze kilka zdjęć z okresu poświątecznego. Buziaki!



16 grudnia 2012

Dużo nowego

Witam po długiej przerwie! Postanowiłam znowu zacząć + rozwinąć tematykę bloga. Będzie więcej, częściej, ale też krócej. Jednak bez obaw, bo dłuższe posty w tematyce vintage także się będą ukazywać :)

Dziś szybko, bo i czasu brak.
Chciałam się z wami podzielić moim nowym znaleziskiem vintage, które kupiłam za śmieszną cenę na allegro.
Dawno już nie widziałam takiej okazji w internecie, bo co tu dużo gadać, cena hasła "vintage" ostatnimi czasy bardzo wzrosła, nad czym okropnie ubolewam. Tym bardziej cieszę się, bo jak każda kobieta lubię upolować coś za bezcen. Do tego pięknie się złożyło, że od pewnego czasu moim umysłem zawładnął brokat, który zawsze był moim wrogiem. Piękny kształt muszli przypomina mi styl art deco, który tak bardzo kocham.

Torebka to prawdziwy vintage, ponoć z lat 50, choć myślę, że jest nieco młodsza (chyba, że nie była w ogóle noszona).

Jak wam się podoba?




A to jest kolejny, brokatowy zakup który planuję zaraz po tym jak mój budżet się nieco poprawi. Już widzę je na mojej półce z butami :)


30 maja 2012

Powalająca

Kolejne znalezisko. Sesja Marilyn Monroe z 1950 r, czyli z czasu kiedy jej kariera dopiero zaczęła nabierać tempa. Zawsze kiedy udaje mi się znaleźć zdjęcia zupełnie inne niż te które wyskakują na pierwszej stronie po wpisaniu w google hasła Marilyn Monroe nie mogę od nich oderwać oczu. Tym bardziej, że najbardziej znany i lansowany jest jej wizerunek z "plastikowego" okresu, a prawdziwe perełki są zapomniane i bardzo trudno się do nich dogrzebać. Na to cudeńko, jak zawsze trafiłam przypadkiem. Wrzucam tylko część tej sesji, bo było bardzo dużo podobnych zdjęć.
 Miłego oglądania!

26 maja 2012

Odkrycie

Wrzucam kilka pięknych zdjęć z sesji wygrzebanej z LIVE archive. Co prawda nie znalazłam roku pochodzenia, ale jestem pewna, że pochodzi ona z lat 40. Zdjęcia wykonane przez Ninę Leen.